RadioNewsLetter - Wydanie 290

Numer wysłany 2006-09-06

Drodzy czytelnicy, Bardzo dziękuje wszystkim za przesłanie przepisów na wykorzystanie dyni, lub bani, ewentualnie korobola (to po poznańsku). Zanim sprawdze wybrane receptury to trochę zejdzie, ale najsmaczniejszy przepis zamieścimy w RNL i jak bani stanie to zwycięzca ją dostanie:). No i koniec tego dobrego. Rozpoczął się nowy sezon na generowanie słuchalności. Szczerze powiem, że nie zawsze rozumiem ten pęd za tym, żeby ciągle coś w programie zmieniać. Na przykład holenderskie, publiczne Radio 1 (talk/news) zmieniło oprawę dźwiękową. To niby mała rzecz, ale mnie irytuje. Mieli fajną, nowoczesną oprawę dźwiękową nagraną przez klasyczne instrumenty i zamienili to, z pewnością, aby odświeżyć brzmienie na jakieś elektroniczne "plum, plum". Takie, ni przypiął ni przyłatał. No komu to przeszkadzało? ... Tak, tak, człowiek się od wszystkiego przyzwyczai... serdecznie pozdrawiam alina

Muzyczny typ RNL: Zucchero – Cuba Libre

Zawsze mnie ciekawi, jak wygląda proces wybierania nowego utworu na singla. Czy zasiada jakiś komitecik ekspertów w wytwórni, na czele z ludźmi z A&R? Czy też pyta się o to artystę i producenta? A może to audytorium dobranych wiekiem, potencjalnych fanów artysty siada i słucha całej nowej płyty, a potem stawia ptaszka na ankiecie z 13 pozycjami (bo tyle utworów ma się znaleźć na nowym albumie)!

Wizytówka: Piotr Sworakowski – Radio Zet

Jestem typowym DJ-em. Staram się trzymać w garści całą antenę i od czasu do czasu powiedzieć coś z sensem.

Pewnego pięknego, jesiennego dnia 1991 roku we Wrocławiu podeszła do mnie dziewczyna, którą poznałem kiedyś w Jarocinie i zapytała, czy nie chciałbym pracować w radiu. Radio nazywało się Frank i nadawało chyba na sprzęcie z demobilu. Prezesem był facet, którego widziałem raz na oczy i który – podobno – dorobił się na lewym imporcie. Swoją siedzibę miało naprzeciw Cmentarza Grabiszyńskiego we Wrocławiu. Nastrojowa okolica, trzeba przyznać. Miałem pomagać mężowi tej koleżanki. Mówiła, że on tam siedział od rana do wieczora niemal. W tym dziwnym miejscu, jakim było Radio Frank miałem zaszczyt spotkać Wojtka Janickiego (to on był tym mężem), Jacka Fudałę i jeszcze kilka innych osób, które wpłynęły na to, jak wyobrażałem sobie pracę w radiu. Radio Frank miało niesssstety jeden mankament: nie płaciło.