RadioNewsLetter - Wydanie 618

Numer wysłany 2014-05-15

Drodzy czytelnicy, Od wielu lat nasza redakcja ma własnego korespondenta na Eurowizji. Szymon Stellmaszyk jest nie tylko fanem, ale zna ESC od podszewki i rozumie jej mechanizmy. Przez niezależność swoich poglądów często trafiał na czarną listę TVP, ale dalej robił swoje. Szymon nadaje mnóstwo relacji także dla innych mediów, w tym stacji radiowych. Jesteśmy dumni z tego, że tam jeździ, aktywnie uczestniczy i reprezentuje redakcję RNL. Za rok będziemy w Austrii. Szkoda, że nie w Holandii, ale jak napisał Niedźwiedź, w tym roku wygrał Pan Kiełbasa". Przepraszam... Pani Kiełbasa :) zapraszam do lektury i serdecznie pozdrawiam alina

Wizytówka: Mariusz Owczarek – Trójka

Prezenter, dziennikarz, wydawca, sekretarz redakcji.

Radio dla mnie jako słuchacza zaczęło się w roku 1984, może 1985 od sobotnich wieczorów z Listą Przebojów Programu Trzeciego i Niedźwiedziem. Jednym z najwcześniejszych wspomnień jest moment, kiedy brzmi na liście „The Unforgettable Fire” U2. Ale wtedy to jeszcze nie było to, słuchałem bowiem listy od czasu do czasu. „To” nadeszło wiosną 1987, kiedy zacząłem prowadzić swój pierwszy zeszyt z listą. Wsiąkłem już wtedy na dobre i przez następnych kilkanaście lat wieczór z listą był obowiązkowy.

Muzyczny typ RNL: The Common Linnets – Calm After The Storm

‘The Netherlands sent real musicians playing a proper song to the Eurovision. Interesting strategy. I wonder why the UK never thought of that?’ – napisał Neil McCormick w brytyjskim Telegraph. Ale nie tylko fani wiedzą, że na Eurowizji nic nie można przewidzieć. Gdy w Holandii zaprezentowano utwór po raz pierwszy, ‚Calm After The Storm’ miał tylu samo przeciwników co zwolenników. Przeciwnicy twierdzi zawzięcie, że taka piosenka na Eurowizji nie ma żadnych szans. No i teraz jest im bardzo łyso…

Guilty pleasures – Sylwester Podgórski

Co się dzieję, kiedy stoję przed moją ‘płytową’ ścianą (płaczu)! Stoję, stoję, stoję i wcale nie czuje się świetnie. Mnóstwo ukochanej muzyki – giganci jazzu, smooth jazzu i soulu. Franksy, Wondery, Taylory, Rippingtonsy, Davisy, Bensony i cała masa innych wspaniałych ‘wynalazków’. Nic, tylko wyciągnąć ze ściany i odpalić. A jednak prawie za każdym razem mój wzrok a wraz z nim prawa ręka zatrzymuje się na albumie „Out Of The Blue” Electric Light Orchestra z 1977 roku.