Jarmark cudów
Wydawało mi się, że wakacyjną harówę mam za sobą. Odwiedziłem kraj rodzinny, latorośli pokazałem w Polsce to i owo, obkupiłem mamę spożywczo i farmakologicznie tudzież załatwiłem wizyty lekarskie i ogólnie podtrzymywałem na duchu, odwiedziłem znajomych, wysłuchałem tysięcy narzekań, złamałem palec grając z synem w piłkę, a przed samym powrotem do USA złapałem grypę taką, że nawet antybiotyk bał się ją ruszyć.
