Friendly skies

Była Polska, były Czechy, a teraz znów amerykańskie uciechy. Powrót był bolesny. Linie Icelandair dały nam popalić. Najpierw przesiadka na miniaturowym lotnisku w Reykjaviku. Dzikie tłumy, dzikie ceny, brak toalet, ogólny zamęt. Czekałem tylko na wybuch wulkanu Eyjafjallajokull i atak Wikingów.

Aby w pełni korzystać z serwisu Radionewsletter.pl musisz się zalogować. Jeśli nie masz konta w serwisie wypełnij formularz rejestracyjny.

Zaloguj się