Prawie jak w kinie...
Zawsze w grudniu wybieram się w muzyczną podróż z utworami, których nie słucham w żadnym innym momencie roku. To mój sposób na ucieczkę przed ogranymi do bólu piosenkami, które już za chwilę zabrzmią niemal wszędzie. Tym razem najważniejszym utworem w moim zestawie jest debiutancki singiel nieżyjącej już Diane Keaton.
