Jeśli dobrze pamiętam, to DJ odpowiadał też za muzykę, którą prezentował w radiu, a to już dawno i nieprawda. Prezenter będzie chyba najbliżej prawdy.
Zupełnie niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że do mikrofonu mówię już od 25 lat. Ćwierć wieku (!) Nie do końca tak sobie zaplanowałem życie, a że los jest krnąbrnym figlarzem to sprawił, że jestem, trwam i niezmiennie kocham.
Tęsknię do tych lokalnych stacji, których już nie ma, a gdzie można było szlifować swój radiowy warsztat. Tak było w radiu BRW nadającym ze Szczawna-zdroju na cały Dolny Śląsk, tak było w zielonogórskim oddziale Złotych przebojów, krakowskim Blue FM i “kopcowym” RMF Maxxx (jeszcze przez 3 X). Kilka bardzo ciekawych, rozwojowych i pięknych lat w RMF FM i ciągła nieustająca przygoda w Radiu ZET.
Największe zalety: Punktualność. U mnie zamiast zegara biologicznego jest ten atomowy z radiowego studia. Cenię i wymagam tego od innych. Do tego mógłbym dorzucić obowiązkowość i pryncypialność, choć to bardziej wada niż zaleta.
Gdy włączam radio jest to najczęściej: Rano jest to Polskie Radio Dzieciom - moi chłopcy uwielbiają poranki z Martyną Chuderską. Niezwykle podziwiam Jej ciepło, serdeczność i sztukę prowadzenia rozmów z najtrudniejszymi i zarazem najbardziej wymagającymi słuchaczami świata.
Jak już odwiozę dzieci do placówek, to przełączam się na BBC Radio1. Dzięki różnicy czasu łapię się na poranek Grega Jamesa. A później to różnie: Radio 357, Trójka, RMF FM, Eska, RMF Maxx, Złote... skaczę, sprawdzam, podsłuchuję.
Mój pierwszy raz przed mikrofonem: Miałem 17 lat. Uczyłem się heblowania na stole, aż w końcu oprócz miksowania mogłem też się odezwać. To był wieczór, jakoś po 21-ej. Mogłem powiedzieć, która jest godzina. Miałem wtedy wrażenie, że słyszy to pół Europy, że to jest najważniejsza i najlepsza rzecz, jaką słuchacze mogli tego dnia usłyszeć. I przepadłem na zawsze 🙂
Niezapomniany moment na antenie: Te wszystkie chwile, które wywołują u mnie najprawdziwsze emocje. Od szczerej radości, przez wzruszenie, po nieudawany smutek. Bez konkretów. Każda chwila, w której pojawia się gęsia skórka, to moment który sprawia, że nigdy nie przestałem kochać radia.
Zwrotny moment w moim medialnym życiu: Każda zmiana stacji sprawiała, że czułem zmianę na lepsze.
Ulubiony radiowiec: Greg James za wieczny uśmiech, świetne poczucie humoru i niezwykłą łatwość zaprzyjaźniania się z gwiazdami i słuchaczami.
Paweł Jóźwicki za storytelling i budowanie silnej więzi.
Tomasz Smokowski za łatwość przybliżania anegdot i świetny gust muzyczny.
Kasia Wilk, Marek Starybrat, Przemek Skowron, Michał Adamski, Jacek Tomkowicz, Jankes i wielu innych za wspaniały warsztat i pewność w działaniu.
Pierwsza płyta, jaką kupiłem: Niedawno znalazłem w piwnicy karton ze swoimi kasetami. A tam Queen, Michael Jackson, Myslovitz, Michał Urbaniak - wszyscy świetni, tylko nie mam na czym słuchać 🙂
Pierwsza świadomie kupiona płyta, to The Prodigy - Experience. Zmiotło mnie z planszy. Nadal uważam, że ten krążek się nie zestarzał.
Niezapomniany koncert: Z tych niezapomnianych to Archive w Krakowie i Jose James w Berlinie, w malutkim klubie Gretchen. Jose był na wyciągnięcie ręki, a z zespołem zagrali nieprawdopodobnie emocjonalnie z bardzo długim bisem. Miałem wrażenie, że bawią się równie świetnie, jak publika.
Killer płytowy/książkowy/filmowy: Płytowy: Manu Katche, Tomasz Stańko, Jan Garbarek, Marcin Wasilewski – Neighborhood;
Książkowy: Michel Houellebecq
Filmowy: Łowca jeleni
Ulubiony gadżet: Jestem gadżeciarzem i lubię te wszystkie ‘przeszkadzajki’ życiowe. Od jakiegoś czasu w domu gram ze streamera Ever Solo z ładnym wyświetlaczem, na którym widać okładki płyt 🙂 Drobnostka, która jest dodatkiem do jakości dźwięku, ale przyjemna.
Jedno życzenie dotyczące radia: Co kilka lat pojawiają się nowe urządzenia, nowe streamingi, podcasty i wszystko co ma sprawić, że radio się skończy. Ma się świetnie, bo słuchacze lubią żywego człowieka po drugiej stronie. Kogoś z krwi i kości, kto będzie wspierał i dodawał sił, od rana do wieczora. I tego sobie i słuchaczom niezmiennie życzę.
Hobby: Turystyka górska. Mamy grupę przyjaciół, z którą co roku dobijamy kolejne kilometry do Głównego Szlaku Sudeckiego (to już za nami), a teraz do Głównego Szlaku Beskidzkiego. Z racji tego, że mieszkam w Wałbrzychu mam góry na wyciągnięcie ręki.