RadioNewsLetter - Wydanie 529

Numer wysłany 2012-02-24

Drodzy czytelnicy, Wiecie, co to jest jet-lag? Oczywiście, że wiecie. Ja nigdzie nie wyjeżdżałam, a mam wrażenie, że mam jet-lag:) Czy to dobrze wróży? Wróży... oj wróży. Zapraszam do lektury portalu, który wciąż rozmyśla o naszej branży. serdecznie pozdrawiam alina

Świat według njusrumu…

Przyjmują państwo zaproszenie na śniadanie. Wiadomo, że będzie schludnie, lekko, ironicznie, czasem złośliwie, bo zaproszono ludzi ceniących sobie inteligencję. Są państwo przekonani, że nikt nie ukradnie waszego portfela, nie podbije wam oka. Szczególnie, że jest rano, nie chcemy się denerwować. Goście okazują się mili, wywiązuje się fajna rozmowa, robi się dobry klimat. Myślą państwo, warto było wstać wcześnie i przyjść. I nagle wasz rozmówca zaczyna na was wymiotować.

Czy Obama czuje bluesa?

Okazuje się, że tak, czego dowodem spontaniczny występ prezydenta podczas wtorkowej imprezy w Białym Domu. White House zamienił się w ten wieczór w paradę gwiazd bluesa, w której wzięli udział między innymi Mick Jagger, Jeff Beck, B.B. King, Buddy Guy, Warren Haynes i Derek Trucks z zespołu The Allman Brothers Band oraz Susan Tedeschi. Oczywiście największą sensację wzbudził sam prezydent, który za namową Jaggera zaśpiewał fragment standardu “Sweet Home Chicago”.

Noc, podczas której radio stało się nieistotne

Data 11 lutego 2012 zawsze będzie obecna w moich myślach z dwóch powodów. Po pierwsze, z powodu tragicznej śmierci Whitney Houston, jednej z największych piosenkarek, jakie kiedykolwiek słyszałem. Należącej do tej samej ligi co Frank Sinatra, Nat King Cole i wielu innych. Ale to nie jedyna rzecz, która wydarzyła się tej nocy. To była noc, kiedy radio w Stanach okazało się zupełnie nieistotnym medium, bo Houston umarła w sobotnią noc, a więc wtedy, gdy w większości amerykańskich rozgłośni pełna automatyzacja miała kontrolę nad programem.